Przywykliśmy do narzekania na ochronę zdrowia i szukania przyczyny problemów po drugiej stronie. A może właśnie, zamiast obwiniania łatwiej by nam było zacząć darzyć się wzajemnym szacunkiem by razem ścierać się z systemem?

Dr n. med. Paweł Kabata, Klinika Chirurgii Onkologicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Realia polskiej medycyny i funkcjonowanie w szeroko pojętej ochronie zdrowia są niełatwe dla większości z nas. W pomijanym latami przez kolejne władze i nadwyżki budżetowe systemie z trudem poruszają się zarówno pacjenci, uskarżający się na wszechobecne kolejki, przerost administracji i niedobory sprzętowe jak i sami medycy upatrujący problemu w bardzo podobnych rzeczach. To system, w którym wszyscy musieliśmy nauczyć się funkcjonować. I choć na pierwszy rzut oka może wydawać się, że spotkanie i realizacja świadczeń jest starciem dwóch światów – tego który powinien pomagać i tego który pomocy w danym momencie wymaga, to jednak drugie, chłodniejsze spojrzenie na całość może pokazać, że to po prostu dwie strony tego samego medalu.

Bo najłatwiej jest zacząć się wzajemnie oskarżać i zgłaszać pretensje. Lekarze o to, że przyszedł pacjent, który w naszej opinii został skierowany zbyt pochopnie, nie do końca zgodnie z wiedzą medyczną lub po prostu mógł być zaopatrzony w innym miejscu, niekoniecznie w jednostce wysokospecjalistycznej, dedykowanej innego rodzaju świadczeniom. Z kolei pacjenci będą ciskać gromy w kierunku osób wpisujących ich w kalendarz na badanie za pół roku, do specjalisty za trzy lata, czy też każących czekać w kolejce kilka następnych godzin. Nakrzyczeć, zwymyślać, obrazić. Ale zawsze kogoś, bo przecież nie system. Tą jedną konkretną osobę, która w tym konkretnym momencie jest projekcją wszystkich nagromadzonych nieprawidłowości, które do tej sytuacji doprowadziły.

A gdyby tak zmienić podejście? Gdyby zacząć próbować zrozumieć to wszystko, co druga strona chce nam przekazać. Z szacunkiem, cierpliwością i wyrozumiałością akceptując niedostatki. I po prostu zacząć słuchać i rozmawiać. Spróbować rozwiązać problem, z którym ktoś się do nas zgłosił, bo właśnie dla tej osoby stanowi to kłopot, nawet jeśli nam wydaje się być on błahostką. Komentarze zostawić dla siebie, a stawiając na profesjonalizm i efektywne zarządzanie skromną ilością czasu którą system temu problemowi przydzielił zamienić je na dodatkową minutę rozmowy na temat. Ale z drugiej strony, także zrozumieć, że nikt z nas nie jest robotem. Że przyjmując większą od planowanej ilość chorych, będzie to kosztem dłuższego oczekiwania na wizytę oraz tego, że część osób będzie wymagała większej niż zwykle ilości uwagi ze względu na stan swojego zdrowia. I zamiast złośliwości i docinków, przez chwilę spróbować zobaczyć po drugiej stronie człowieka. Dokładnie takiego jak my sami. Bo na koniec dnia cele w medycynie mamy wszyscy takie same, choć nieco różne perspektywy.  

A jeśli nie mamy możliwości nagłej zmiany systemu, jeśli dobre rozwiązania dopiero mają nadejść, a wszyscy jedziemy na tym samym wózku, to może warto zacząć od zmiany w ludziach. Ale zawsze zmiany w nas, a niekoniecznie tamtych. 

Podobne posty